Pierwsza strona zawsze jest najgorsza. Pierwsze zdania zawsze najciężej złożyć w całość. Chciałbyś tyle napisać, masz tyle myśli w głowie,ale gdy masz już je jakoś ułożyć to sam nie wiesz od czego zacząć.
Zastanawiałeś się kiedyś kim będziesz za kilkanaście lat? Ja nie wiem. Generalnie każdy z Nas ma szansę zostać kimś wielkim,podobno wystarczy tylko chcieć. Tylko większość z Nas ogranicza się sama w głowach i przez to co najmniej 80 % społeczeństwa umiera jako szara postać z niespełnionymi marzeniami.
Gdy jakoś od małego nie masz problemu z kontaktami towarzyskimi, z życiem, gdy od małego masz w sumie dobrze to jakoś nie przeszkadza Ci ta Twoja rzeczywistość,bo co możesz w niej zmieniać skoro wszystko jest w najlepszym porządku. Czasami szkoda,że nie każdy się rodzi w takich warunkach, w warunkach do normalnego życia pod względem psychicznym oraz czynników zewnętrznych. Czasami naprawdę mi przykro i mam ochotę drzeć się do Boga z pytaniem dlaczego nie mam tak dobrze jak niektórzy,dlaczego każdego dnia muszę toczyć walkę ze sobą, walkę o lepsze jutro, dlaczego "obdarzył" mnie czymś takim. Przykro mi,gdy myślę sobie,że jestem dopiero nastolatką a już muszę walczyć. Ale takie jest życie, to jedyne co mogę powiedzieć, a odpowiedzi na te pytania pozostaje mi szukać samej. Jestem w sumie wdzięczna Bogu,że mogę się do niego zwracać i że w jakimś stopniu mi pomógł. Dał mi jednocześnie ciężkie bagaże na plecach,ale jednocześnie jakoś mną pokierował i sprawił,że zaczęłam posiadać coś,czego wcześniej przez większość czasu nie miałam- nadzieję.
Człowiek potrafi znieść wiele,ale w życiu każdego kto od zawsze nie miał łatwo, przychodzi taki moment,gdy cały ten ciężar sprawia że upadasz razem z nim. Jakoś zawsze wytrzymywałam, było trudno,ale podłamywałam się stojąc wciąż na nogach. Nadszedł jednak w moim życiu kiedyś okres w którym tych sił zabrakło, w którym waliło się już dosłownie wszystko po kolei, w którym bardziej zaczęłam dostrzegać te ciosy z przeszłości,na które wcześniej nie zwracałam aż takiej uwagi, ponieważ niektóre bolesne fakty dostrzegasz dopiero po kilku latach. Do tego zaczęły się dziać naprawdę przykre rzeczy, które dla małej wrażliwej nastolatki były ponad jej siły. Gdy zostajesz przez wiele czynników sam jak palec,nie mając z kim normalnie porozmawiać to zaczynasz wariować. Gdy wiesz,że masz bliskie osoby czujesz się jakoś bardziej odporny,bo wiesz że masz komu się wyżalić,że masz u kogoś wsparcie. Nie mając go, wszystko dotyka Cię jeszcze bardziej,bo już sama samotność Cię zniszczyła. Dodatkowo dręczy Cię przeszłość, to co masz teraz -czyli nic oraz przyszłość, której nie widzisz. Skoro olałeś już dosłownie wszystko, szkołę, zacząłeś opuszczać lekcje, nie uczyć się, Twoi rodzice coraz częściej są wzywani do szkoły, w domu są już same kłótnie, wpadasz w konflikt z prawem, pojawiają się małe kradzieże, pojawiają się pierwsze wizyty na komisariatach, pierwsza sprawa w sądzie, alkohol staje się Twoją wodą(to niestety bardzo przykre),papierosy stają się jedyną przyjemnością w ciągu całego dnia, skoro sięgasz już po narkotyki, z czasem miękkie zamieniasz na twarde,skoro tak wygląda teraz Twoje życie, to jak ma wyglądać kiedyś? To niesamowite,że ktoś kto kiedyś był grzeczną spokojną osobą,dla której najważniejsze były oceny,czas zamienia we wrak. Generalnie zmieniłeś się w jakimś stopniu jeszcze przed upadkiem,ale ten upadek poszerzył skutki, poszerzył horyzonty, dopiął wszystko na ostatni guzik. Sprawił,że to co dało się jeszcze uratować, zostało doszczętnie spalone.
Jesteś na dnie. Pijesz,ćpasz, widzisz wszystko na czarno,nawet nie masz z kim o tym porozmawiać. Ludzie pokazali Ci,jacy są okrutni, jak bardzo potrafią zniszczyć. Widzą,że leżysz więc postanawiają dodatkowo Cię skopać,bo wtedy poczują się silniejsi. W rzeczywistości są słabi.
Potrafią potraktować Cię jak śmiecia a potem się tym szczycić. Upokarzać,poniżać,traktować jak tylko im się to podoba a cała ta zgraja głupców będzie im za to bić brawa. Szukasz jakiegoś wyjścia,śmierć? Wydaje się najlepsze. Szukasz sposobów, okazji, ale jakoś gdy już próbujesz coś zdziałać, gdy wystarczy zrobić jeden tyci kroczek by się unicestwić to jakoś brakuje Ci odwagi. Może nie tak. Coś Cię hamuje. Przecież nie masz nadziei,co Cię powstrzymuje?
Wyszło na to,że się nie zabiłeś. Poleżałeś wiele miesięcy będąc na krawędzi swojego życia, w sumie nie żyjąc bo tego nie da się inaczej nazwać. Uważam to za jeden z najgorszych okresów mojego życia choć sama się czasami zastanawiam czy gorsze jest całe ono razem wzięte czy ten okres. Wiem tylko,że jestem tutaj.
Pewnego dnia przyszedł moment, w którym odwrócona plecami do Boga postanowiłam go znowu odnaleźć. Zaczęłam się modlić, na początku były to tylko puste słowa ale próbowałam. Modliłam się za bliskich, za ludzi, za siebie by mi pomógł. Z czasem bardziej wierzyłam w to co mówię. Zaczęłam znowu w niego wierzyć. Wiedziałam,że to może mi tylko pomóc a nie zaszkodzić. I pewnego ranka obudziłam się z jakąś wspaniałą myślą. Uświadomiłam sobie, nagle, że to moje życie.
Uświadomiłam sobie,że nikt go za mnie nie przeżyje, że tylko ja mogę sobie pomóc. Wstałam, tak po prostu. Może to się wydać niemożliwe, ale stało się coś o czym wcześniej w życiu bym nie pomyślała. Podniosłam się. Odzyskałam nadzieję.
Chodzi o to,że człowiek wszystko może. Potrafi podnieść się z największego szamba, z najgorszego stanu. I może być kimkolwiek zachce. Ja postawiłam sobie cele, ale resztę napiszę jutro. Dobranoc.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz