Mam ochotę ciągle pisać o ludziach, jacy są okrutni,jak bardzo potrafią zniszczyć, mam do nich tyle żalu mimo,że sama do nich należę. Doprowadzają do tego,że część już nienawidzi swojego własnego gatunku. Mamy się szanować,pomagać sobie, a zamiast tego wyrządzamy sobie nawzajem krzywdy. Trudno, chyba na razie pozostaje mi jedynie jakoś to znosić.
Przestałam jakoś wierzyć w to,że szczęście może do mnie samo przyjść. Moja nadzieja na lepsze jutro,polega na tym,że sama mogę na to lepsze jutro zapracować.Nie wierzę już w to,że kiedyś spadnie mi z nieba miłość na całe życie,że spadnie mi z nieba wygrany kupon w Lotka i że szczęście samo do mnie przyjdzie.Nawet gdyby się tak stało, to to już nie sprawi,że będę najszczęśliwszą osobą na świecie. Szczęście omija mnie odkąd postawiłam pierwsze kroki i już po prostu na nie nie liczę. Kiedyś jedyne czego chciałam to miłości i akceptacji, której nie dostałam wystarczająco od rodziny. Pragnęłam tylko tego i niestety nigdy tego nie dostałam. Miłość dostałam na krótko. Do dziś więcej do mnie nie przyszła. Nawet patrząc na te dziecinne zauroczenia,podstawówkowe "miłości" to jakoś nigdy szczęścia nie miałam. Gdy ktoś mi się spodobał,to albo ta osoba pokazywała że nie mam szans, albo zostawałam styrana przez tą osobę,albo po prostu krótko potem ten ktoś miał już dziewczynę.Już nawet w przedszkolu będąc malutkim dzieciaczkiem, mając swojego przedszkolnego chłopczyka zostałam potem pozostawiona przez niego dla innej. No chore. Jednym słowem, zawsze życie pokazywało mi,że nie mam co liczyć na szczęście które dostanę. W pewnym momencie to do mnie dotarło, już po tym gdy straciłam nadzieje na to, uświadomiłam sobie raz,że to moje życie i sama muszę o nim decydować. Wiem do dzisiaj, że jedyne szczęście,które mogę mieć to to,o które powalczę. I dziś jedyne czego tak naprawdę pragnę całym sercem to dojść do swojego celu. Miłość,jeżeli przyjdzie na pewno da mi szczęście,ale by poczuć się spełniona muszę spełnić swoją misję. To jest ta moja nadzieja. Nadzieja na cud,mój własny cud do którego mogę dojść tylko swoimi własnymi rękami.
Jedni urodzili się po to by prowadzić normalne przeciętne życie, a inni urodzili się po to by walczyć. Ci ludzie mogą albo cały czas uciekać i użalać się nad sobą dostając kolejny raz po twarzy,albo wchodzą w bezustanną walkę w której stawką jest ich życie. Ci ludzie by móc normalnie żyć muszą bić się z samym sobą każdego dnia, gdy reszta ma to bez żadnego wysiłku.Kolejny dzień muszą pokonywać swoje słabości,swoje obawy i lęki, swoje traumy, przeszkody,muszą pokonywać siebie. I to nie trwa chwilę. To trwa do ich śmierci,bo jeżeli chcą przetrwać, to nie mają innego wyjścia. Ludzie skrzywdzeni przez los, urodzeni w patologicznych rodzinach, wychowani bez ojca,bez matki,bez miłości, z rodzicem alkoholikiem,z przemocą w domu. Wszystko odbija się na dziecku do końca życia. Poniżania,upokorzenia,gnębienie, traktowanie jak śmiecia, wszystko to sprawia że człowiek albo zamknie się w sobie, albo będzie się miał za zero, albo wyrządzi ślady na psychice. Czasami warto zastanowić się dwa razy. Warto zastanowić się zanim kogoś uderzysz, bo co innego gdy Ty bijesz kogoś,lub bijesz się z kimś, a co innego gdy po prostu zostajesz pobity,bo nie masz odwagi oddać. Niesamowite,że ta sama osoba stawia sobie potem cel związany ze sportem uderzanym,czyż nie? Tylko że jedni trenują by kiedyś zostać kimś,by udowodnić sobie że coś znaczą, a inni po to by potem wykorzystywać to przeciwko niewinnym ludziom na niższym poziomie umiejętności lub przy ich braku. Po prostu pomyśl dwa razy, zanim wyrządzisz komuś krzywdę. Tylko że wszystko kiedyś wraca. Pamiętaj o tym. Ty decydujesz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz