sobota, 20 lutego 2016

https://www.youtube.com/watch?v=BWJwEkTO374       Nagrywane telefonem,więc jakość beznadziejna, ogólnie amatorka,ale od czegoś trzeba zacząć

środa, 10 lutego 2016

       Czasami już sama nie wiem,które moje podejście jest dobre. Waham się pomiędzy tym co normalne, a pomiędzy jakimiś moimi własnymi zasadami, które zaczęłam zastanawiać się czy są dobre. Jakoś chyba nigdy siebie nie zrozumiem.
     Zrozumiałam wczoraj tylko tyle,że zamknęłam swoje życie w pigułce. We wszystkim się zamykam jak nie w sobie, to w celach, to w myśleniu, to w poczuciu nienawiści i siły. Tylko czy to jest rzeczywiście takie dobre? Warto coś robić ze swoim życiem,bo po to jest ale czy rzeczywiście trzeba być zawsze najlepszym, na najwyżej półce, osiągać najwięcej? Ślepo do tego dążyłam, niepotrzebnie. Zamknęłam się w tym by być spełniona a nie szczęśliwa. Sama sobie mące w głowie. Tylko,że ktoś kto ma w głowie jakieś chore własne zasady to gdy przestaje ich przestrzegać, zaczyna mieć poczucie winy do siebie. Kurde czasami nienawidzę życia za to,że tak mnie obrzuciło cegłami przez które tak naprawdę dzisiaj mam jakieś problemy ze sobą. Myślałam czasami, pocieszałam się że może mam mieć ciężko po to by kiedyś być kimś? Ale w sumie po co mi to. Po co mi to,jeżeli ubolewa nad tym moje własne codzienne szczęście? Trudno ma być, ma być ciężko jeżeli chodzi o wykonywanie czegoś, ale nie jeżeli chodzi o własną psychikę.. jeżeli jakiś sposób myślenia uniemożliwia mi normalne funkcjonowanie to może czas przestać się tym zadręczać z poczuciem,że to ma mnie do czegoś doprowadzić.Może najwyższy czas robić coś,dlatego że to lubię,dlatego że coś jest moim obowiązkiem itp, a nie po to by coś przez to osiągnąć..Jeżeli coś będę robiła systematycznie to z czasem korzyści przyjdą same, nie mogę ich ściągać na siłę. Może najwyższy czas skończyć tą nienawiść do życia i do wszystkiego, skończyć te wewnętrzne poczucie bycia silnym. Myślę, że muszę się w końcu naprawdę pogodzić z przeszłością i żyć dalej, w szczęściu, nie wymagając niczego od siebie. Robić coś dla siebie, nie zamykać się w swoim własnym bólu.
      I chyba czas stać się bardziej dojrzałym,kobiecym. Bardziej odpowiedzialnym. Nie wiem, wiem że muszę coś ze sobą zrobić bo inaczej wariuję. Sama się krzywdzę wszystkim i to jest naprawdę uciążliwe. Zamykając się w swoim bólu zapomniałam co to szczęście, przez co gdy już się pojawiało to przed nim uciekałam, bo nie byłam do niego przyzwyczajona i czułam się dziwnie mogąc być wolna. Teraz wiem, na daną chwilę i mam nadzieję, że to się nie zmieni,że najważniejsze to żyć.
Bez względu na to jak jest ciężko, musimy wszystko pokonywać i iść dalej, a nie zbierać przykre wydarzenia do kupy bo one nas zniszczą.. Jak się zdarzają, to trzeba przetrwać je i potem wybaczyć życiu za to, bo jeżeli będziemy wciąż mieli zarzuty do niego, do ludzi, to zamkniemy się we własnym żalu i sami nie będziemy wiedzieli kiedy.. Ockniemy się dopiero po bardzo długim czasie jak ja, uświadamiając sobie przy tym ile życia straciliśmy..
      To chyba czas by wybaczyć.. By stać się człowiekiem, by przestać być wrakiem

poniedziałek, 8 lutego 2016

           Wczoraj usiadłam w ciszy i zaczęłam zastanawiać się,co dało by mi największe szczęście,poczucie spełnienia. W tym tygodniu będę robić badania sportowe, dopiero po roku treningów w sumie,bo w moim poprzednim klubie jakoś tego nie pilnowali u nowych osób. Badania robiły dopiero osoby przed zawodami, tutaj jeżeli chcesz uczęszczać na same treningi to musisz mieć badania i w sumie bardzo dobrze,że tego pilnują. Do tego za miesiąc idę na diagnostykę układu pokarmowego na trzy dni do szpitala. Zaczęłam zastanawiać się, czym mogłabym się zająć w swoim życiu jeżeli okazało by się,że jestem chora i nie mogę trenować. Próbowałam wymyślać co bym mogła robić i w sumie znalazły się rzeczy,które sprawiły by mi przyjemność,ale gdy pomyślałam o tym,że nie dotarła bym w swoim życiu w miejsce, w którym najbardziej pragnę się znaleźć, to zdałam sobie sprawę z tego,że nie chcę nic więcej. Mogłabym robić milion rzeczy,które lubię, na pewno bym coś znalazła, ale poczucie spełnienia to coś innego. To coś, co sprawi że w podeszłym wieku usiądę sobie spokojnie jak wczoraj i zastanawiając się nad swoim życiem stwierdzę,że było takie jakie chciałam.
      Robiąc coś dzisiaj trzeba mieć świadomość tego,do czego to doprowadzi za kilkadziesiąt,kilkanaście lat. Osobiście nie polecam stwierdzenia 'żyj chwilą' ,bo często przy tym ograniczamy siebie,swoje możliwości i całe swoje życie. Ważne by mieć cele, jakieś ambicje, chcieć coś osiągnąć, wykorzystać swoją szansę.Życie to coś więcej niż wstawanie, pójście do szkoły/pracy (pracy,której nawet nie lubimy), wyjście na dwór i pójście spać. I cieszenie się tym,co jest, czyli niczym w sumie. Po co ograniczamy się do bycia przeciętnym i czerpiemy z tego radość, szukamy szczęścia w rodzinie, w miłości, w towarzystwie, skoro możemy mieć coś więcej? Patrzysz na piosenkarzy,aktorów,sportowców,modelów itd itp i mówisz, że Ci to mają dobrze, że też byś tak chciał, skoro ktoś inny to osiągnął dlaczego myślisz że Ty tego nie możesz? Czy gdzieś jest przypisane stwierdzenie,że Ty masz spędzić życie w nędzy i masz czuć się przeciętnie, nieszczęśliwie? To są tacy ludzie jak Ty, jak reszta, kiedyś oni wszyscy zaczynali a wtedy byli tak samo przeciętni jak inni. Tylko,że Ci ludzie uwierzyli w siebie,uwierzyli w to,że mogą się znaleźć tam gdzie tylko zechcą. Życie to nie klatka, jeżeli sam w to wierzysz to tak będzie.Jeżeli chcesz być kimś, musisz wyjść poza plan, musisz sprzeciwić się codzienności,normalności, musisz wyjść poza margines. Nie licz na to,że los obsypie Cię złotem i da Ci fory, prawda jest taka,że będziesz miał tak ciężko że będzie Ci się chciało umrzeć,będziesz chciał przestać, poddać się, będziesz przychodził do domu zapłakany,że znowu Ci nie wyszło,że jesteś beznadziejny i wszystko jest przeciwko Tobie. Twoim zadaniem będzie przetrwać to wszystko. Idąc pod górę zmierzasz na szczyt, nie możesz mieć wtedy pretensji,że jest Ci ciężko. Będzie jeszcze ciężej, będziesz ponosił porażki, życie będzie Cię sprawdzać, a Ty musisz wtedy pokazać,że jesteś na tyle silny,by samemu decydować o tym, gdzie się znajdziesz i że żadne przeszkody i przeciwności losu nie będą o tym decydować. To Twoje życie, nie daj się przez nie sponiewierać. Pomyśl, co sobie pomyślisz gdy będziesz stary żyjąc w ten sposób w jaki żyjesz teraz. Czy będziesz zadowolony?
      Kurde to wszystko jest o wiele cięższe niż się wydaje i trzeba pamiętać o tym. Nie ma tutaj sprawiedliwości i ktoś może mieć łatwiejszą drogę niż Ty i nie będziesz miał na to wpływu. Chodzi o to,że bez względu na to,czy kosztuje Cię to więcej wysiłku niż kogoś innego to musisz mieć świadomość, że Ty także możesz dojść tam gdzie chcesz,tylko że jedni mają trudniejszą drogę i tyle.To znaczy,że musisz dać z siebie więcej i że Twoja nagroda będzie warta więcej niż kogoś, kto doszedł tam bez wysiłku.
      Ile razy ja wracałam z płaczem do domu,ile razy miałam już dosyć, twierdziłam że jestem beznadziejna.. Mimo tych myśli postanowiłam nie przestawać i mam dziś świadomość,że może być tysiące lepszych ode mnie, ale wiem ile ja poświęciłam, wiem ile to dla mnie znaczy i wiem,że poświęcę wszystko by dojść do celu. Jeżeli nie dojdę do niego to i tak będę dalej niż Ci,którzy ze strachu nawet nie spróbowali. Najważniejsze,że wierzę w to,że się tam znajdę. Ty także uwierz.

niedziela, 7 lutego 2016

         Mam ochotę ciągle pisać o ludziach, jacy są okrutni,jak bardzo potrafią zniszczyć, mam do nich tyle żalu mimo,że sama do nich należę. Doprowadzają do tego,że część już nienawidzi swojego własnego gatunku. Mamy się szanować,pomagać sobie, a zamiast tego wyrządzamy sobie nawzajem krzywdy. Trudno, chyba na razie pozostaje mi jedynie jakoś to znosić.
      Przestałam jakoś wierzyć w to,że szczęście może do mnie samo przyjść. Moja nadzieja na lepsze jutro,polega na tym,że sama mogę na to lepsze jutro zapracować.Nie wierzę już w to,że kiedyś spadnie mi z nieba miłość na całe życie,że spadnie mi z nieba wygrany kupon w Lotka i że szczęście samo do mnie przyjdzie.Nawet gdyby się tak stało, to to już nie sprawi,że będę najszczęśliwszą osobą na świecie. Szczęście omija mnie odkąd postawiłam pierwsze kroki i już po prostu na nie nie liczę. Kiedyś jedyne czego chciałam to miłości i akceptacji, której nie dostałam wystarczająco od rodziny. Pragnęłam tylko tego i niestety nigdy tego nie dostałam. Miłość dostałam na krótko. Do dziś więcej do mnie nie przyszła. Nawet patrząc na te dziecinne zauroczenia,podstawówkowe "miłości" to jakoś nigdy szczęścia nie miałam. Gdy ktoś mi się spodobał,to albo ta osoba pokazywała że nie mam szans, albo zostawałam styrana przez tą osobę,albo po prostu krótko potem ten ktoś miał już dziewczynę.Już nawet w przedszkolu będąc malutkim dzieciaczkiem, mając swojego przedszkolnego chłopczyka zostałam potem pozostawiona przez niego dla innej. No chore. Jednym słowem, zawsze życie pokazywało mi,że nie mam co liczyć na szczęście które dostanę. W pewnym momencie to do mnie dotarło, już po tym gdy straciłam nadzieje na to, uświadomiłam sobie raz,że to moje życie i sama muszę o nim decydować. Wiem do dzisiaj, że jedyne szczęście,które mogę mieć to to,o które powalczę. I dziś jedyne czego tak naprawdę pragnę całym sercem to dojść do swojego celu. Miłość,jeżeli przyjdzie na pewno da mi szczęście,ale by poczuć się spełniona muszę spełnić swoją misję. To jest ta moja nadzieja. Nadzieja na cud,mój własny cud do którego mogę dojść tylko swoimi własnymi rękami.
      Jedni urodzili się po to by prowadzić normalne przeciętne życie, a inni urodzili się po to by walczyć. Ci ludzie mogą albo cały czas uciekać i użalać się nad sobą dostając kolejny raz po twarzy,albo wchodzą w bezustanną walkę w której stawką jest ich życie. Ci ludzie by móc normalnie żyć muszą bić się z samym sobą każdego dnia, gdy reszta ma to bez żadnego wysiłku.Kolejny dzień muszą pokonywać swoje słabości,swoje obawy i lęki, swoje traumy, przeszkody,muszą pokonywać siebie. I to nie trwa chwilę. To trwa do ich śmierci,bo jeżeli chcą przetrwać, to nie mają innego wyjścia. Ludzie skrzywdzeni przez los, urodzeni w patologicznych rodzinach, wychowani bez ojca,bez matki,bez miłości, z rodzicem alkoholikiem,z przemocą w domu. Wszystko odbija się na dziecku do końca życia. Poniżania,upokorzenia,gnębienie, traktowanie jak śmiecia, wszystko to sprawia że człowiek albo zamknie się w sobie, albo będzie się miał za zero, albo wyrządzi ślady na psychice. Czasami warto zastanowić się dwa razy. Warto zastanowić się zanim kogoś uderzysz, bo co innego gdy Ty bijesz kogoś,lub bijesz się z kimś, a co innego gdy po prostu zostajesz pobity,bo nie masz odwagi oddać. Niesamowite,że ta sama osoba stawia sobie potem cel związany ze sportem uderzanym,czyż nie? Tylko że jedni trenują by kiedyś zostać kimś,by udowodnić sobie że coś znaczą, a inni po to by potem wykorzystywać to przeciwko niewinnym ludziom na niższym poziomie umiejętności lub przy ich braku. Po prostu pomyśl dwa razy, zanim wyrządzisz komuś krzywdę. Tylko że wszystko kiedyś wraca. Pamiętaj o tym. Ty decydujesz.

sobota, 6 lutego 2016

        To trochę przykre,że najpierw jesteś z kimś blisko, a z czasem wasza więź rozsypuje się na drobne kawałeczki. W zamian za swoją lojalność dostajesz kolejny nóż w plecy. Poświęcając się naprawdę bardzo mocno z czasem druga osoba przestaje to doceniać,przestaje spędzać czas z Tobą, jakoś  wszystko się rozpada i gdy Ty próbujesz wszystko ratować a ten ktoś ciągle robi to samo,ciągle Cię rani ciągle się oddala to wtedy wiesz,że nie ma już czego ratować. Po kolejnych stratach stajesz się na nie odporniejszy,jednak i tak trochę Ci przykro.
       Taka już kolej rzeczy,ludzie odchodzą i przychodzą. Wiele razy myślałam,że jestem dla kogoś naprawdę ważna, potrafiłam być na każdy znak dotyczący tego,że u drugiej osoby jest źle. Odbierałam telefon słysząc jakieś słowa mówione w płaczu i przez godzinę czy dwie liczyło się tylko to by odpowiednio wesprzeć,wysłuchać,coś doradzić. Potrafiło się nawet ignorować własne przykrości,po to by móc pomagać komuś innemu. Jesteś przy kimś tyle ile możesz,a potem dowiadujesz się, kim ta osoba jest naprawdę, dowiadujesz się o tym,co mówi na Ciebie przy innych,że wszystko co jej powierzasz przekazuje dalej. Ludzie nie raz pokazywali swoje prawdziwe oblicze,szkoda że po wszystkim. Potrafili tak po prostu Cie zostawić po tym,ile dla nich zrobiłeś.
Nauczyłam się więc liczyć tylko na siebie i nie stawiać innych na pierwszym miejscu,warto mieć przyjaciół (prawdziwych),ale warto także liczyć się z faktem,że kiedyś może ich zabraknąć.
Wtedy dobrze mieć jakąś pasję, coś co przy Nas zostanie gdy reszta odejdzie.Zresztą to się tyczy nie tylko przyjaźni,lecz miłości także. Jeżeli masz kochaną osobę przy sobie-dobrze, ciesz się tym,rób ile możesz by to trwało,ale nie odrzucaj swoich zainteresować,celów,ważnych rzeczy,ponieważ dużo rzeczy się rozpada,nie możesz mieć pewności że to potrwa już wiecznie..Sama w to wierzyłam i bardzo na tym ucierpiałam i straciłam rok życia tak naprawdę na zbieraniu własnych szczątek. Następny rok był już lepszy ale nadal pamiętałam i myślę,że nigdy nie zapomnę. Nauczyło mnie to jednak trochę niezależności i może i sporo straciłam,ale dziś wiem że sporo zyskałam ucząc się na tym. Cieszę się,że to się tak potoczyło, bo dzięki temu mam świadomość,że ludzie odchodzą i pokazało mi co w życiu jest najważniejsze.
            Nigdy nie wiesz,co przyniesie jutro, a ludzie zawodzą. Nic nie trwa wiecznie,a ja dziś wiem,że żyjąc samym towarzystwem stojąc z nimi w miejscu - sama się krzywdzę.  Ważne więc,by na pierwszym miejscu stawiać siebie i własne życie, które jest tylko jedno,ale większość o tym zapomina.. Albo nie chce sobie tego uświadamiać bojąc się ryzyka. Tylko,że kiedyś możesz usiąść na starość na fotelu myśląc sobie,co zrobiłeś a co mogłeś zrobić.. trzeba być tego świadomym,że jedyną szansą jest teraz. Teraz jeszcze możesz wszystko,co zostanie Ci na stare lata? Nic, tylko ból i nieszczęście, poczucie niespełnionych marzeń. Pamiętaj, to Ty decydujesz o swoim szczęściu. Ty decydujesz,czy wolisz stać z grupką czy sam iść do przodu i dotrzeć tam,gdzie nikt z nich nigdy nie dotrze.Ludzie odchodzą, a to na co sam zapracujesz zostanie z Tobą na zawsze.

piątek, 5 lutego 2016

               Ważne jest by spędzić czasami czas sam ze sobą. Warto poznawać siebie, odkrywać, zagłębiać się w swoje możliwości i w swoją duszę. Dla mnie jakoś jest to bardzo ważne i wtedy czuje się najlepiej, kiedy mogę pobyć w swoim własnym towarzystwie. Nie znaczy to,że jestem jakaś aspołeczna, wychodzę na dwór, czasami lubię spędzić czas w większym gronie,ale jednak wolę by to była jedna zaufana osoba bądź ja.
       Na dzień dzisiejszy czuję się lepiej, zbieram siły i motywację do działania. Jakoś nie wyobrażam sobie nie dojść do celu,który sobie wyznaczyłam. Wiem,że osiągnięcie go wiąże się z poświęceniem,olbrzymim, z oddaniem temu całej siebie,swojego serca,duszy,życia. Dlatego bardzo ważne jest to motywowanie się,bo bez niego nie umiem się temu aż tak oddać. Kurde, wiem że nie każdy ma tyle siły by po wszystkim co przeszłam wstać i iść na sam szczyt. Człowiek myśli,że ma coś do stracenia, a prawda jest taka że nie ma. Może jedynie zyskać, a gdy poświęca się czemuś wszystko to nie ma opcji by się tam nie doszło. Chyba,że własnie nie poświęcasz wszystkiego,a tylko czas. Nie dziw się potem,że trochę Ci zabrakło.Albo oddajesz wszystko i ryzykujesz i zdobywasz albo ciągle się boisz, oddajesz tylko część i wtedy nie dochodzisz dokładnie tam gdzie chciałeś.
       Najbardziej nie sprawiedliwe jest to,że gdy jest się już mega silnym, zaczynasz w końcu jakoś normalnie żyć to w takich momentach dzieją się niespodziewane rzeczy, które od nowa trochę mieszają w Twoim życiu. W moim przypadku była to śmierć brata, która jakoś do dzisiaj nie bardzo do mnie dochodzi. Czasami sobie to jakoś uświadomię i wtedy wpadam w płacz,ale na co dzień myślę,że on dalej jest, że dalej mieszka sobie w Anglii i wszystko jest w porządku. Pocieszające jest to,że wiem że on wciąż jest tutaj z  Nami,patrzy na mnie i wierzy we mnie,że będę silna i pokonam każde przeszkody, których jest nie mało.. Powiedziałam mu kiedyś,jakie mam plany ze sobą i dotrzymam słowa.
      Nie wiem jak to się dzieje,że zazwyczaj osoby, które starają się jak najlepiej dla innych,którzy mają dobre serce i każdemu pomagają to dostają najbardziej po tyłku.. Ktoś żyje będąc zakłamaną fałszywą osobą i całe życie uchodzi mu to wszystko płazem a ktoś raz popełni ten błąd i od razu zgarnia za to baty. Być może Bóg wie,że z tamtymi osobami nie da się nic zrobić, a naszą wartość zna i wie,że jeżeli pokaże Nam w jakiś sposób że to jest złe to już więcej tego nie zrobimy. Niektóre sytuacje z przeszłości sprawiają,że gdy w teraźniejszości zdarza się coś co Nam to przypomni, to działa to na Nas jak trauma i wszystko wraca, wszystko boli tak samo. To jest takie dożywotnie więzienie we własnych przeżyciach, z którymi niby się już pogodziłeś, które wiesz że masz już dawno za sobą, nawet wiesz że jesteś innym człowiekiem i że teraz byś sobie na to wszystko nie pozwolił, ale jakoś one ciągle w Tobie żyją. Są w Tobie gdy śpisz, gdy wstajesz i jesz śniadanie, gdy wychodzisz na dwór ze znajomymi i cały dzień się śmiejesz, nawet nie jesteś świadomy tego, że w każdej chwili mogą się wybudzić i znowu Cię zranić. Zresztą takie przykre sytuacje z przeszłości odbijają się sporo na psychice człowieka i przez nie jest trochę inny niż jakby był gdyby te sytuacje nie miały miejsca. Inni ludzie nie zdają sobie nawet sprawy z tego jak wiele krzywdy robią komuś z własnej zawiści. Tylko,że oni potem dalej sobie normalnie żyją a osoby, które zostały przez nie w jakiś sposób dotknięte psychicznie i fizycznie, mają już do końca życia problem.
      Wszystko wokół jest niesprawiedliwe i tyle. Tak już jest że chorują na śmiertelną chorobę osoby, które nigdy nikomu nie wyrządziły szkody,dzieci, jest już tak że jedni rodzą się w trudnych warunkach w patologicznej rodzinie a inni rodzą się w pełnej kochającej się rodzinie mieszkającej w domku z basenem, nie mamy wpływu na to. Jedyne co możemy robić to nie podporządkowywać się temu. Szukać własnego szczęścia a nie czekać na nie.

czwartek, 4 lutego 2016

         Kolejny dzień nowych wniosków. Codziennie tylko inne, nowe, jedne okazują się lepsze inne po czasie gorsze. Obudziłam się w sumie z poczuciem,że chyba trochę ostatnio osłabłam psychicznie i że czas powalczyć o to by znowu mieć siłę. Ciężko nad tym panować i choć silna strona ma nazwę 'silna' to jednak ta słaba bywa silniejsza. Najważniejsze to znaleźć punkt,który sprawia że coś znowu się poluzowało. Niby wydaje się to takie proste,jednak w praktyce jest to trochę bardziej skomplikowane.
          Jakoś całe życie czułam się trochę jak ofiara. Jak osoba pokrzywdzona przez rodzinę, przez ludzi, przez los i jakoś cały czas się czułam taka słaba. Tak jakby to już dominowało u mnie, dlatego bardzo ciężko było mi zmienić nastawienie. Ale jakoś się udało, nabrałam tej siły w pewnym momencie i obróciłam rzeczywistość jako moją uległą a nie na odwrót. Uwierzcie jednak,że to było bardzo trudne. Zmienienie swoich cech na zupełnie przeciwne jest wyczynem, przynajmniej dla mnie było. Najważniejsze,że dzięki uporowi udało się osiągnąć zamierzone skutki. Tylko z czasem te cechy znowu słabną i od nowa trzeba uzupełniać swoją świadomość.
        Najgorszą świadomością, z którą muszę walczyć jest poczucie gruntu, poczucie co jest osiągalne i ważne a co nie. Denerwuje mnie to,że mojemu mózgowi najwygodniej jest żyć chwilą, żyć nie musząc niczego osiągać, po prostu takie leżenie i dla mnie to jest w sumie stracenie sił,bo mózg wtedy przestaje walczyć i przystosowuje się do przeciętności, do reszty ludzi którzy żyją po to by żyć. Wtedy ograniczam się do tego,co jest możliwe a co nie,co potrafię a czego nie i to jest złe.
Co jakiś czas muszę się od nowa jakoś uświadamiać,że życie to jest taka moja szansa, w której mogę osiągnąć to,co będę chciała. Życie to coś więcej niż ta chwila co jest teraz, dla mnie to wyznaczanie sobie dróg i celów, celowanie w gwiazdy,jak najwyżej, w to co wydaje się teraz niemożliwe. Trzeba w to mocno wierzyć, w siebie,w to że możesz wszystko jeżeli tylko będziesz tego pragnąć. Dlatego uciekam od rzeczywistości tej tu i teraz,bo wiem że jeżeli się postaram i utworzę sobie swoją własną w głowię idąc jednocześnie ku temu, to tej rzeczywistości która jest teraz,już nie będzie. A jeżeli skupie się na tej co jest teraz to nigdy nie będę chciała iść w jakimś kierunku. Najważniejsze to wierzyć w cuda i dążyć do nich.
      Potrzebuję każdego dnia motywacji, od roku do końca życia. Motywowanie się jest ciężkie, ale nikt nie mówił,że będzie łatwo. Wszystko co jest wartościowe wymaga poświęcenia i trudu. Nie wierz w to,że jeżeli na swojej drodze spotykasz same przeszkody to znaczy,że się do tego nie nadajesz. Los będzie robił wszystko by Ci się nie udało. Robi tak z każdym,kto chce odstawać od reszty. Postanawiając,że chcesz coś ze sobą zrobić, robisz krok w stronę czegoś co przestaje być normą więc życie po prostu będzie chciało Cię zniszczyć byś tam nie dotarł. W moich oczach los to trochę jak diabeł, bo jest bezlitosny i robi wszystko byś był słaby i by Ci nie wyszło. Musisz mu się sprzeciwić, a do tego potrzebujesz przede wszystkim swojej wewnętrznej siły. Trzeba uświadomić sobie,że Ty sam możesz decydować o sobie i że nikt ani nic nie będzie decydowało za Ciebie. Jeżeli chcesz dotrzeć do celu musisz po prostu walczyć z życiem..
        Moja walka trwa! :)

środa, 3 lutego 2016

      W sumie to ciężko mi czasami ocenić, czym jest moje życie. Waham się z jednej myśli w drugą. Nie wiem już kiedy to wszystko jest spowodowane jakimiś sytuacjami, które odbiły się na mojej psychice i wtedy nie wiem czy to ma mi zaburzyć życie i myślenie czy może ma mnie do czegoś doprowadzić? Zastanawiam się często, czy życie bólem ma sprawić bym dała z siebie wszystko podejmując jakieś działanie do celu, które staje się wręcz neurotyczne czy to ma mi zaburzyć to działanie? Dlaczego człowiek nie potrafi znaleźć odpowiedniego wyjścia?
     Podobno normalni ludzie nawet nie rozmyślają nad tym,że mogą być kimś wielkim. Żyją chwilą, zakładają rodziny, pracują, wypełniają swoje obowiązki (lub nie), a co z kimś,kto pomyślał o tym,że może urodził się tu po coś?To jego chora wyobraźnia czy może rzeczywiście coś w tym jest? Szuka dowodów, myśli sobie " W sumie zawsze czułem się inny od reszty, miałem ciężkie życie, coś mnie doprowadziło do tego miejsca,w którym się znajduję. Być może mam mieć ciężko po to,by przeboleć całe życie zamykając się całkowicie w swojej pasji i celu po to by kiedyś znaleźć się na szczycie."
A co gdy tak wcale nie miało być, co jeżeli nigdzie nie dojdziesz a wręcz pozbawisz się życia w imię czegoś co nigdy nie nastąpi? Ciągle szukam odpowiedniego sposobu ,inni powiedzą "Przestań cudować, żyj po prostu", ale ja jakoś czuję, że muszę czegoś tutaj dokonać, czuję że życie to coś więcej niż ta chwila co trwa. Dla mnie jest to jakaś szansa, szansa na zrobienie czegoś wielkiego, na wykorzystanie go w taki sposób by przed śmiercią móc powiedzieć sobie,że dokonałam to,co chciałam dokonać. Czy gdy Twoje teraźniejsze szczęście się nie liczy, tylko to czy będziesz kimś to źle świadczy? Czy to po prostu problem ze sobą?
    Zbyt duże analizowanie wszystkiego jest naprawdę uciążliwe.Są tego jakieś plusy, ale minusy chyba przeważają,ponieważ gdy za dużo myślisz to zaczynasz sam tworzyć sobie klatki,pułapki,dodatkowe problemy. I nie wiesz już czy to jakiś dar, czy po prostu hamulec uniemożliwiający Ci normalne funkcjonowanie. Może kiedyś znajdę odpowiedź na pytanie kim dokładnie jestem i gdzie powinnam się znaleźć. Czas wszystko zweryfikuje.
    Na razie czas mi pokazał jak brutalna jest rzeczywistość, jacy są ludzie, pokazał mi również wytrwałość i wiele innych czynników. Czasem to w sumie Cię boli, ale z drugiej strony dzięki różnym zdarzeniom możesz nauczyć się czegoś cennego, możesz wyciągać nauki i czuć się wyjątkowy,że zostałeś obrzucony cegłami,z których wykonałeś solidny dom. Możesz użalać się nad światem jaki to jest zły, jak to Bóg Cie ukarał, jak to jest Ci źle , albo możesz po prostu iść ciągle z podniesioną głową i nauczyć się przyjmować ciosy zamiast po każdym upadać. Nie dostajesz wyboru polegającym na tym,ile przeszkód otrzymasz, ale dostajesz wybór co z nimi zrobisz.
     Moje cegły,którymi los we mnie rzucał (rzuca wciąż) zamieniłam w dom, to są cegły które budują mnie,mój charakter,moją historię. Zamiast leżeć pośród nich wybudowałam z nich coś mocnego, co sprawiło że jestem silniejsza. Dzięki odnalezieniu odpowiedniej myśli,zaczęłam kombinować, po kolei robić coś z tymi ciężarami, z czasem znalazłam sposób i odnalazłam Boga, siłę, pasję, przestałam palić i ćpać, ograniczyłam alkohol, ogarnęłam siebie i swoje życie. Najcięższe zawsze są te blokady, przełamywanie ich, potem gdy małymi kroczkami zaczynasz działać by je odblokować, to z czasem wszystko to staje się coraz łatwiejsze. Ale pamiętaj, że gdy już zaczynasz walkę to musisz toczyć ją do końca. Możesz odsapnąć gdy potrzebujesz, możesz na chwile upaść by znowu wstać, ważne by nie przestawać walczyć. Życie jest walką. Jeżeli tak nie sądzisz, to znaczy że nie wiesz jeszcze co to rzeczywistość. Niestety jest brutalna. Nie lituje się nad nikim, pamiętaj.

BĄDŹ SILNY, DZIECIAK

wtorek, 2 lutego 2016

             Pierwsza strona zawsze jest najgorsza. Pierwsze zdania zawsze najciężej złożyć w całość. Chciałbyś tyle napisać, masz tyle myśli w głowie,ale gdy masz już je jakoś ułożyć to sam nie wiesz od czego zacząć.
          Zastanawiałeś się kiedyś kim będziesz za kilkanaście lat? Ja nie wiem. Generalnie każdy z Nas ma szansę zostać kimś wielkim,podobno wystarczy tylko chcieć. Tylko większość z Nas ogranicza się sama w głowach i przez to co najmniej 80 % społeczeństwa umiera jako szara postać z niespełnionymi marzeniami.
        Gdy jakoś od małego nie masz problemu z kontaktami towarzyskimi, z życiem, gdy od małego masz w sumie dobrze to jakoś nie przeszkadza Ci ta Twoja rzeczywistość,bo co możesz w niej zmieniać skoro wszystko jest w najlepszym porządku. Czasami szkoda,że nie każdy się rodzi w takich warunkach, w warunkach do normalnego życia pod względem psychicznym oraz czynników zewnętrznych. Czasami naprawdę mi przykro i mam ochotę drzeć się do Boga z pytaniem dlaczego nie mam tak dobrze jak niektórzy,dlaczego każdego dnia muszę toczyć walkę ze sobą, walkę o lepsze jutro, dlaczego "obdarzył" mnie czymś takim. Przykro mi,gdy myślę sobie,że jestem dopiero nastolatką a już muszę walczyć. Ale takie jest życie, to jedyne co mogę powiedzieć, a odpowiedzi na te pytania pozostaje mi szukać samej. Jestem w sumie wdzięczna Bogu,że mogę się do niego zwracać i że w jakimś stopniu mi pomógł. Dał mi jednocześnie ciężkie bagaże na plecach,ale jednocześnie jakoś mną pokierował i sprawił,że zaczęłam posiadać coś,czego wcześniej przez większość czasu nie miałam- nadzieję.
   Człowiek potrafi znieść wiele,ale w życiu każdego kto od zawsze nie miał łatwo, przychodzi taki moment,gdy cały ten ciężar sprawia że upadasz razem z nim. Jakoś zawsze wytrzymywałam, było trudno,ale podłamywałam się stojąc wciąż na nogach. Nadszedł jednak w moim życiu kiedyś okres w którym tych sił zabrakło, w którym waliło się już dosłownie wszystko po kolei, w którym bardziej zaczęłam dostrzegać te ciosy z przeszłości,na które wcześniej nie zwracałam aż takiej uwagi, ponieważ niektóre bolesne fakty dostrzegasz dopiero po kilku latach. Do tego zaczęły się dziać naprawdę przykre rzeczy, które dla małej wrażliwej nastolatki były ponad jej siły. Gdy zostajesz przez wiele czynników sam jak palec,nie mając z kim normalnie porozmawiać to zaczynasz wariować. Gdy wiesz,że masz bliskie osoby czujesz się jakoś bardziej odporny,bo wiesz że masz komu się wyżalić,że masz u kogoś wsparcie. Nie mając go, wszystko dotyka Cię jeszcze bardziej,bo już sama samotność Cię zniszczyła. Dodatkowo dręczy Cię przeszłość, to co masz teraz -czyli nic oraz przyszłość, której nie widzisz. Skoro olałeś już dosłownie wszystko, szkołę, zacząłeś opuszczać lekcje, nie uczyć się, Twoi rodzice coraz częściej są wzywani do szkoły, w domu są już same kłótnie, wpadasz w konflikt z prawem, pojawiają się małe kradzieże, pojawiają się pierwsze wizyty na komisariatach, pierwsza sprawa w sądzie, alkohol staje się Twoją wodą(to niestety bardzo przykre),papierosy stają się jedyną przyjemnością w ciągu całego dnia, skoro sięgasz już po narkotyki, z czasem miękkie zamieniasz na twarde,skoro tak wygląda teraz Twoje życie, to jak ma wyglądać kiedyś? To niesamowite,że ktoś kto kiedyś był grzeczną spokojną osobą,dla której najważniejsze były oceny,czas zamienia we wrak. Generalnie zmieniłeś się w jakimś stopniu jeszcze przed upadkiem,ale ten upadek poszerzył skutki, poszerzył horyzonty, dopiął wszystko na ostatni guzik. Sprawił,że to co dało się jeszcze uratować, zostało doszczętnie spalone.
     Jesteś na dnie. Pijesz,ćpasz, widzisz wszystko na czarno,nawet nie masz z kim o tym porozmawiać. Ludzie pokazali Ci,jacy są okrutni, jak bardzo potrafią zniszczyć. Widzą,że leżysz więc postanawiają dodatkowo Cię skopać,bo wtedy poczują się silniejsi. W rzeczywistości są słabi.
Potrafią potraktować Cię jak śmiecia a potem się tym szczycić. Upokarzać,poniżać,traktować jak tylko im się to podoba a cała ta zgraja głupców będzie im za to bić brawa. Szukasz jakiegoś wyjścia,śmierć? Wydaje się najlepsze. Szukasz sposobów, okazji, ale jakoś gdy już próbujesz coś zdziałać, gdy wystarczy zrobić jeden tyci kroczek by się unicestwić to jakoś brakuje Ci odwagi. Może nie tak. Coś Cię hamuje. Przecież nie masz nadziei,co Cię powstrzymuje?
     Wyszło na to,że się nie zabiłeś. Poleżałeś wiele miesięcy będąc na krawędzi swojego życia, w sumie nie żyjąc bo tego nie da się inaczej nazwać. Uważam to za jeden z najgorszych okresów mojego życia choć sama się czasami zastanawiam czy gorsze jest całe ono razem wzięte czy ten okres. Wiem tylko,że jestem tutaj.
    Pewnego dnia przyszedł moment, w którym odwrócona plecami do Boga postanowiłam go znowu odnaleźć. Zaczęłam się modlić, na początku były to tylko puste słowa ale próbowałam. Modliłam się za bliskich, za ludzi, za siebie by mi pomógł. Z czasem bardziej wierzyłam w to co mówię. Zaczęłam znowu w niego wierzyć. Wiedziałam,że to może mi tylko pomóc a nie zaszkodzić. I pewnego ranka obudziłam się z jakąś wspaniałą myślą. Uświadomiłam sobie, nagle, że to moje życie.
Uświadomiłam sobie,że nikt go za mnie nie przeżyje, że tylko ja mogę sobie pomóc. Wstałam, tak po prostu. Może to się wydać niemożliwe, ale stało się coś o czym wcześniej w życiu bym nie pomyślała. Podniosłam się. Odzyskałam nadzieję.
    Chodzi o to,że człowiek wszystko może. Potrafi podnieść się z największego szamba, z najgorszego stanu. I może być kimkolwiek zachce. Ja postawiłam sobie cele, ale resztę napiszę jutro. Dobranoc.